Wall Street i kasyna Las Vegas
Turyści w tenisówkach to nie jedyna grupa, dla której Las Vegas nie jest obecnie atrakcyjne. Inwestorzy w lakierkach i garniturach również mają dość Vegas i tracenia pieniędzy przy Strip.
To zmusza operatorów do bronienia się. Zamiast rozmów o następnym imponującym projekcie rozrywkowym rozmawiają raczej o tym, kto pierwszy będzie zmuszony zamknąć swoje podwoje. Takie zdanie przedstawili przynajmniej w środę podczas Global Gaming Expo analitycy Wall Street.
“Rok temu ludzie błagali, żeby operatorzy wzięli pieniądze i budowali nowe budynki. Budowali, budowali i jeszcze raz budowali” - powiedział Joe Fath, manager z T. Rowe Price. “Większość ludzi nie brała pod uwagę kosztów budowy, a przecież są to realne koszty tego biznesu”.
Teraz kurek z pieniędzmi został zakręcony i managerowie boleśnie się przekonają, że prowadzenie pełnej sukcesów działalności operatora hazardowego nie jest wcale tak proste, jak to wyglądało wtedy, gdy pieniądze płynęły szerokim strumieniem.
Fath mówił także trudnościach Las Vegas Sands i jego prezesie : “Firma prezentuje się na rynku świetnie. Do czasu, aż masz 90 lat i zarządzasz nią w trakcie Wielkiej Depresji - w warunkach, w których jeszcze nigdy wcześniej nie musiałeś pracować “. “Ta firma nie zauważyła znaków zwiastujących kryzys ” - dodał Fath.