Hazard i e-hazard w Polsce
Gazeta Dziennik uraczyła nas ostatnio artykułem na temat stanu branży e-hazardowej w Polsce. Według autora artykułu tak właśnie wygląda:
Według aktualnego prawa Polacy nie mogą brać udziału w e-hazardzie. Rzeczywistość jest oczywiście zgoła odmienna. Według szacunkowych danych już prawie pół miliona Polaków gra, obstawia i korzysta z kasyn online. Są to tysiące kliknięć dziennie w różnych kasynach, miliony obstawionych wydarzeń sportowych. A wszystko nakręcają faceci z PR operatorów bukmacherskich.
Obecny PR-owiec Betsson’a - Tomasz Piotrowski, wcześniej pracował dla Red Bull’a. Odkąd zaczął współpracę z Betssonem stawał się powoli wielkim zwolennikiem e-hazardu. Teraz jak mawiają niektórzy jest guru w Polskim świecie operatorów onlinowych. Sam Piotrowski nie lubi słowa “hazard” - źle mu się kojarzy, jest pejoratywne według niego.
- Kiedy cztery lata temu dostałem propozycję z Betssona, zgrzytnęło mi właśnie to słowo. Ma złe konotacje. Hazard? Jezu, pomyślałem, jakie branże mi potem zostaną? Porno, broń, narkotyki? Potem sprawdziłem, że firma jest notowana na giełdzie, że co roku sprawdzają ją najlepsi audytorzy. Tak się zaczęło. Ale “hazardu” do dziś unikam. Mówię “rozrywka”, bo klient płaci nam za czas miłej zabawy.
Według jednego z menedżerów firmy bukmacherskiej kasyna online działają i będą działać, a nie odprowadzanie podatków z zysków jest tylko winą urzędników.
- To zemsta za nieudolność urzędników. Kasyna online działają u nas co najmniej od pięciu lat. Mogłyby płacić kilkaset milionów podatków, pod warunkiem że urzędnicy obłożyli by je podatkiem. Dziś zarabiamy krocie i nie dajemy z tego urzędnikom powąchać nawet złotówki. Mój znajomy obliczył, że tylko w tym roku budżetowi przechodzi koło nosa niemal 350 mln zł niezapłaconych podatków.
Natomiast pracą PR-owców firm bukmacherskich i kasyn jest to, żeby ich firma była wszędzie rozpoznawalna. To oni dbają o to, żeby loga ich pracodawców znajdowały się na koszulkach drużyn sportowych czy na innych wydarzeniach związanych ze sportem. Starają się wszystkimi dostępnymi sposobami przyciągnąć graczy właśnie do ich firmy. Wszyscy bukmacherzy gromadzą dane o swoich graczach. Dane te to na przykład wiek gracza, miejsce zamieszkania, ulubione sporty, tytuły gazet, portali i książek, które czytają, jakie strony www odwiedzają. Bukmacherzy muszą dużo wiedzieć o swoich graczach, żeby dostarczyć im spersonalizowaną rozrywkę.
W ostatnich dniach w warszawskim hotelu Sobieski doszło do nietypowego spotkania. Tak zwani Ludzie Duchy - PR-owcy z firm bukmacherskich spotkali się z Ludźmi z Krwi i Kości - ludźmi którzy już w latach 90-tych zarabiali na kasynach. Przepaść pomiędzy tymi ludźmi jest ogromna. Z jednej strony stoją ludzie w garniturach, a z drugiej ludzie skłonni zakładać na siebie dużo złota, uczęszczać często na solarium i ubierać się nie zawsze odpowiednio.
Pomimo przepaści, która dzieli te dwa światy - hazard z lat 90-tych oraz dzisiejszy - rząd w nowych propozycjach ustawy hazardowej traktuje wszystkich jednakowo. To skłoniło przedstawicieli różnych firm do zawiązania koalicji i powołania do życia Polskiej Izby Hazardu. Różnice ich dzielące nie pomogą w walce po jednej stronie barykady, ale na pewno sprawi, że każda walka będzie wyjątkowo ciekawa.
- Nasze interesy nie są zbieżne, ale sytuacja zmusza nas do konsolidacji - tak obecną sytuację komentuje Tomasz Piotrowski.